piątek, 2 września 2011

Cześć pierwsza opowiadania...

                              Moje Frerardowe opwoiadanie:

                                         Część Pierwsza:

Ona basistka,zawsze wierna,kochająca żona i troskliwa matka.On spełniony zawodowo rock owiec,pokreślający na każdym kroku swojej kariery,że najważniejsza jest dla niego muzyka.3 września 2007 roku stanęli na ślubnym kobiercu w Kolorado by przyrzec sobie miłość na zawsze.Stało się to po koncercie jego zespołu…Była to szybka i spontaniczna decyzja.Byli młodzi i głupi.Pozbawieni resztki rozumu.Teraz dorośli do podejmowania tak ważnych decyzji.Może nie mieszkaliby teraz razem,gdyby nie fakt,że są rodzicami niespełna trzyletniej Bandit.Wokół ich związku było wiele sprzecznych opinii.Chyba wiecie o kim mowa?Tak,to on.Trzydziestoczteroletni lider zespołu My Chemical Romance.Gerard Way,czyli rockam kochany przez tysiące młodych dziewcząt na całym świecie.Kiedyś tekściarz,śpiewający o mrocznych stronach człowieka i cywilizacji.Dziś kochający ojciec.Ale niekoniecznie mąż…Może przejdźmy do rzeczy…Gerard ma o trzy lata młodszego brata.Mikey już w dzieciństwie był skryty.Małomówny za to utalentowany.W przeciwieństwie do Franka nigdy nie był świrem…W pozytywnym tego sensie znaczeniu…Zawsze twierdził,że zostaje w cieniu talentu brata.Nikt by nie pomyślał,że Mike będzie w stanie zrobić coś tak strasznego rodzonemu bratu.Krótko mówiąc.Fani zawsze kochali cały zespół.Mikey wiedział,że ma tłum wiernych fanów,którzy  na koncertach tylko czeka aż wejdzie na scenę.Lecz to nie do końca mu wystarczało…Chłopaki z zespołu właśnie przygotowywali się do kolejnego koncertu.Gerard przypalał ukochane malboro czerwone na schodach sceny.Frank regenerował siły,popijając czarną z mlekiem.Ray jak zawsze musiał mieć wszystko zapięte na ostatni guzik.Więc kończył nastrajać gitarę…Na widowni zaczęły pojawiać się wierne fanki.Co prawda do koncertu została jeszcze dobra godzina,ale najwierniejsze dziewczęta chciały podziwiać przygotowania kapeli…Gerard zgasił papierosa i wszedł na scenę.Jak zawsze speszył się na widok młodych dziewcząt wrzeszczących do niego…Podszedł do półżywego (widocznie jedna kawa niewiele zdziałała) Franka.
-Nie widziałeś Mike’a?-spytał,uśmiechając się do niego.
-Rano,kiedy rozmawiał z Lisandy.Był dziwnie wesoły i energiczny.Liz odeszła od niego po paru minutach.Dość szybko.I…-Frank spuścił głowę.-I chyba płakała.
-Płakała?Ale czemu ?Może znowu palnął coś głupiego . Jak to Mikey .-Gerard odgarnął czerwone włosy i znów spojrzał w stronę fanek …
-O ile się nie mylę ,to pokazywał jej jakieś zdjęcie . Pewności nie mam . Gerry, wybacz,ale muszę po jeszcze jedną kawę.Chcę dać czadu na koncercie..!-Frank,udał się w stronę wyjścia.Gerard ruszył w stronę wcześniej odwiedzonych schodów z przekonaniem,że Mikey zaszył się w jakimś barze mlecznym.Ciągle uważał go za dziecko. Mimo iż Mike miał już ponad trzydzieści lat…Z oddali zauważył blond włosą  postać. Zauważył,że to jego brat po ciemnych okularach i czarno-żółtym t-shircie.Gerard podbiegł do blond włosej postaci.Mikey zignorował brata.Szedł powoli lekceważąco patrząc na muzyka.Gerard stał wpatrzony jak Mike oddala się od niego. Czuł,że między nimi było coś co poróżniło ich dotychczasową braterską więź.Podczas koncertu fanki śpiewały z zespołem każdy wers.Gerard poniesiony przez muzykę ciągle patrzał w stronę Frankiego .Ten próbował ignorować spojrzenia z jego strony.W czasie kawałka ‘Welcome To The Black Parade’za Gerardem miał się pojawić obraz umierającego człowieka.Zamiast niego pojawiło się video,na którym byli Gerard i Frank.Był to film nagrany jeszcze na początku kariery zespołu.Gerard nie znał wtedy Lyn-Z…Wideo przedstawiało chłopaków kiedy to Gerard całował Farnkiego w policzek.Publika zamarła.Patrzyła zarówno na wokalistę jak i gitarzystę zespołu z dużą rezerwą.Zapadła cisza.Głucha cisza.Frank spojrzał kątem oka na Gerarda.Ten przysunął mikrofon próbował wydusić z siebie choć jedno słowo.Tłumaczył,że owszem dużo go łączy z Frankiem,ale to tylko przyjaźń.A ten całus był całkowicie niewinny.Wszyscy fani rozeszli się w dalszej ciszy.Frank rzucił gitarę i wybiegł ze sceny.Ray rzucił groźne spojrzenie w stronę Mike’a i pobiegł za nim.Gerard ciągle stał na scenie nie mogąc uwierzyc w to oc zobaczył.Mike poczuł dziwne ukłucie  w sercu.Sądził,że to zakończy karierę brata na zawsze.Ale w głębi serca czuł,że popełnił wielki błąd.Lyn-Z odeszła od rockmana zabierając małą Bandit.Frank rozpoczął solową karierę gitarzysty i grywa teraz w kafejkach i barach.Ray zszokowany całą zaistniałą sytuacją zaszył się gdzieś na obrzeżach San  Francisco.Mike wciąż żałuje popełninego błędu…Czy My Chemical Romance powróci na scenę w tym samym składzie?Liczyny na to,ale pewności nie mamy…




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz